Witajcie!
To pierwszy taki post na blogu, ale na pewno nie ostatni.
Projekt "denko" znany jest już od ładnych paru lat i chyba każdy blog kosmetyczno-urodowy musi go prowadzić!
Na koniec miesiąca będę pokazywała kosmetyki, które zużyłam i ujrzałam w nich przysłowiowe dno. Przy tej okazji również powiem czy jestem zadowolona z danego kosmetyków i jak się sprawował.
Zapraszam!
1. Korektor Perfect Stay Miss Sport kolor 001 light - kupiłam go jeszcze latem, gdy potrzebowałam niedrogiego kosmetyku do wyjazdowej kosmetyczki i o dziwo byłam zadowolona. Jak na korektor za tak niską cenę sprawował się naprawdę dobrze! Wygodna aplikacja dzięki gąbeczce i kolor taki jak trzeba!
2. Kredka X-treme last eyeliner Manhattan - niestety nie podam wam numeru, bo się starł. Kredka czarna z drobinkami. Nie ścierała się ani nie odbijała na górnej powiece, a więc idealna. No i oczywiście automatyczna! Ostatnio odeszłam trochę od zwykłych kredek.
3. Argan Oil Joanna - eliksir do włosów suchych i zniszczonych z olejkiem arganowym. Używałam głównie do końcówek włosów, które często mam przesuszone i połamane. Opakowanie wygodne, szklana butelka z pompką. Produkt fajny i przy regularnym stosowaniu może zdziałać cuda. Niestety jak to bywa z olejkami trzeba uważać żeby się nie ubrudzić, szczególnie przed wyjściem.
4. Farba Nutrisse Truly Blond 100 Garnier - używam ją już od bardzo długiego czasu i co zauważyłam to, że idealnie współgra z moimi włosami i skórą głowy. Kolor ciepły, żółtawy. Jedyne co mi ostatnio przeszkadza to odżywka zapobiegająca żółknięciu. Ja osobiście wolałam starą odżywkę z olejkiem z awokado...
5. Bioaktywna emulsja do mycia i kąpieli Oillan active - nie żel i nie mleczko, a faktycznie emulsja. Idealnie rozprowadzała się po ciele i nie pozwoliła na przesuszenie się skóry w kąpieli. Zapach delikatny kosmetyczny, ale nie drażniący. Stosowało mi się bardzo dobrze, szczególnie gdy po ciepłym lecie nasza skóra jest mocno wysuszona i potrzebuje odżywienia. Dla mnie duży plus!
6. Kremowy żel pod prysznic Le Petit Marseiliais Mleko - zapach jak na opakowaniu, więc nie było żadnych niespodzianek. Ładnie się pienił i nie zostawił osadu na wannie. Przyjemny.
7. Perełki do kąpieli Wellness & Beauty kwiat czereśni i róży - Perełki rozpuszczają się bez najmniejszego problemu, a kwiatowy zapach unosi się przez długi czas w powietrzu. Nie jest tak silny, jak w opakowaniu. Niestety ten produkt mnie nie zadowolił, ale to ze względu na moje prywatne preferencje. Uwielbiam dużo piany! Jej brak sprawia że kąpiel nie jest już taka super.... Szkoda że nie można mieć wszystkiego, bo zapach był warty grzechu.
8. Płyn miceralny Nivea cera wrażliwa i nadwrażliwa - skuszona zapewnieniami producenta kupiłam płyn, który miał zdziałać cuda... Niestety to nie bajka i makijaż nie zmywał się jak pani w reklamie, a słowa wrażliwa i nadwrażliwa nic nie znaczyły. Wybrałam wersje fioletową ze względu na ogromną wrażliwość okolic oczy, niestety płyn podrażnił je, a zmycie zwykłego tuszu też nie należało do prostych, lekkich i szybkich. Ja nie byłam zadowolona, płyn nie spełnił moich oczekiwań.
9. Chusteczki do demakijażu Nivea cera sucha i wrażliwa - co do płynu miałam pewne wymagania i wręcz zabolało gdy tak mnie rozczarował, a chusteczki... nie miałam żadnych wymagań i potraktowałam je naprawdę chłodno. Byłam ogromnie zaskoczona gdy pewnego wieczoru udało mi się zmyć cały makijaż jedną chusteczką. W dodatku oczy w ogóle mnie nie piekły! Chusteczki zostawiają leciutką warstwę połączenia mleczka i olejku migdałowego. Pięknie pachną i nie podrażniają skóry! Ale minusy zawsze jakieś są. Tym razem to zamknięcie. Klej na części do zamykania na koniec wysycha i nic nie da się z tym zrobić, Ja radziłam sobie kładąc chusteczki do dołu zamknięciem i przyciskając je, ale przecież nie o to chodzi prawda?
10. Masło do ciała Paese Shea - to masło już wam przedstawiałam w osobnym poście o TUTAJ. To produkt który zaskoczył mnie niesamowicie i na pewno wrócę do niego jeszcze nie raz. Cudo!

11.
Pasta do zębów Max White Luminous Colgate - pasta do zębów, lekko wybielająca o smaku miętowym. Przezroczysta z niebieskimi mikro kryształkami. Lubię tą serię past i korzystałam już z niejednej. Co do efektu wybielenia, nie jest to nic wielkiego czy powalającego. To tylko pasta. ;)
Denko, że nie denko?
To dwa produkty, których nie zużyłam i nie ujrzałam dna ich opakowania. Mimo to one nie zostaną ze mną już dłużej.
Tusz do rzęs Genial volume Pierre Rene Professional -czarny tusz z dość gęstą, silikonową
szczoteczką. Maskara zwiększa objętość, niestety w moim przypadku nie radziła sobie z dokładnym rozdzielaniem rzęs i nie sklejaniem ich. Wydaje mi się, że to ze względu na długość poszczególnych ząbków szczoteczki. U nasady rzęsy były fantastyczne, ale im dalej tym gorzej, a przy poprawianiu lubiły się pozbijać w trzy- cztery i koniec. Serce i chęci zniknęły, a tusz się jeszcze nie skończył... więc ja kończę z nim!
Szampon do włosów Naturalne Oczyszczanie Timotei - Bez silikonów, barwników i parabenów, za to z ekstraktem z organicznej zielonej herbaty. Miał sprawić aby włosy były lekkie i świeże... Tymczasem ja po umyciu głowy wyglądałam jeszcze gorzej niż przed! Nie wiem jak to się działo ale szampon w ogóle nie dział jak należy. Moje włosy wydawały się oblepione, ciężkie i smętne. Dla mnie totalny kit!
A ty? Czegoś używałyście z tych produktów?
Macie jakieś opinie?
Może chciałybyście mi coś polecić?